Chorwacja w sierpniu na jachcie Daisy

daisyJuż od dłuższego czasu zamierzaliśmy zorganizować nasz pierwszy rejs po ciepłych wodach Chorwacji. Dotychczas kończyło się jednak na planach i ustaleniach odkładanych na kolejne lata i ostatecznie korzystaniu z uroków Morza Bałtyckiego lub Północnego. Rejs ten miał, zatem być dla nas nowym doświadczeniem oraz możliwością porównania żeglarstwa po wodach Morza Bałtyckiego, Północnego i Adriatyckiego.

(Relacja opublikowana dzięki uprzejmości Turystycznego Klubu Żeglarskiego PTTK „TRAMP”)

Spośród wielu ofert firm zajmujących się czarterami jachtów w Chorwacji, naszą uwagę zwróciła firma Velmundi. Od samego początku zaopiekował się nami Jakub, przygotowując nam atrakcyjne oferty czarterów. Zajmował się on wszystkimi sprawami papierkowymi – od spraw związanych z czarterem, po ubezpieczenie turystyczne włącznie.

Dwutygodniowy rejs został podzielony na dwa etapy. W pierwszym tygodniu kapitanem był Paweł, który następnie przekazał dowodzenie Piotrkowi.

Nasza wspólna przygoda zaczęła się 31 lipca, gdy wieczorem, w osiem osób, zapakowaliśmy się w dwa samochody (jedna ekipa wyruszyła z Gliwic, druga z Sosnowca). Tuż przed granicą czeską nastąpiło wielkie powitanie, szybka wymiana uścisków i z wielką radością, już wspólnie, ruszyliśmy ku wielkiej przygodzie.

Niestety śmiałków, takich, jak my, były setki. Po, naprawdę, długiej podróży i tkwieniu w ciągnących się całymi kilometrami korkach, w końcu osiągnęliśmy cel naszej podróży – Marinę Dalmacja w Sukosanie – port macierzysty naszego jachtu.

12

 

 

 

 

 

Gąszcz masztów, jaki ujrzeliśmy na miejscu, wprawił nas wszystkich w lekkie osłupienie – około 1200 jachtów gotowych do wypłynięcia, wyglądało szalenie imponująco.

Po przyjeździe do Chorwacji w siedzibie armatora Adriatic Charter czekały na nas już dokumenty jachtu. Przejęcie jachtu o wdzięcznej nazwie s/y „Daisy” było bardzo sprawne. Można było również liczyć na wyczerpujące odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące jachtu.

34

 

 

 

 

 

Przyjazd późnym popołudniem oraz sprawne zaokrętowanie na jachcie, uniemożliwiło nam, pomimo szczerych chęci, wypłynięcie w morze jeszcze tego samego dnia.

Następnego dnia kapitan podzielił nas na dwie ekipy. Męska część załogi kontynuowała przejmowaniem jachtu, natomiast ekipa żeńska wyruszyła do miasta, celem uzupełnienia zapasów na najbliższe dni. Następnie załoga zapoznała się z obsługą wyposażenia jachtu oraz została przeszkolona z zakresu bezpieczeństwa na morzu.

Sukosan – Zatoka Zaklopica

Około godziny 1400 wypływamy z Sukosanu. Pogoda jest zaiście żeglarska. Bezchmurne niebo, słońce muskające swoimi promieniami nasze, jeszcze blade, ciała oraz przyjemny wiatr o sile 1B – 2B wiejący niestety z niekorzystnego kierunku. Czeka nas zatem długa halsówka…

Około godziny 1700 mijamy po lewej stronie Biograd, jedną z najbardziej popularnych miejscowości w tej części dalmatyńskiego wybrzeża. Leży ona w pobliżu czarodziejskich wysp archipelagu Kornati, które dzięki swojej różnorodności ogłoszone zostały żeglarskim rajem. Legenda głosi, że to przepiękne miasteczko riwiery zadarskiej jest dziełem rąk samych bogów zainspirowanych pięknem morza.

67

 

 

 

 

 

Około godziny 1900 osiągamy nasz cel, zatokę Zaklopica. Cumujemy na boi. Słońce zachodzi już za wzgórze wyspy Pasman. Zatoka kusi do kąpieli w krystalicznie czystej, turkusowej wodzie. Robi się chłodno, ale nie powstrzymuje nas to od przetestowania naszego sprzętu do nurkowania. Nie zastanawiając się zatem dłużej wskakujemy do wody.

Zatoka Zaklopica – Tisno Jazine

Około godziny 1400 wypływamy z zatoki Zaklopica w kierunku wyspy Murter – Jezera. Miłym zaskoczeniem był dla nas fakt, że nikt nie pobierał opłat za postój w tak uroczym miejscu.

89

 

 

 

 

 

Ten dzień zapowiadał się większą ilością pracy podczas obsługi żagli. Od samego rana obserwowaliśmy wzmagający się z każdą chwilą wiatr oraz przepływające w oddali, coraz bardziej, zarefowane jachty.

Stawiamy zatem zrefowaną genuę i grota oraz wypływamy w kierunku wyspy Murter – Jezera.

Wiatr tężał. Wypływamy na otwarte morze. Fale robią się coraz większe i już nierzadko „wchodzą” na nasz pokład. Świetną zabawę na rozkołysanej s/y „Daisy” postanawiamy jednak przerwać z uwagi na niekorzystny kierunek wiatru, przez który nasz cel, nie tak odległy, osiągnęlibyśmy dopiero następnego dnia.

1011

 

 

 

 

 

Decydujemy się na zmianę planów, by osiągnąć wyspę Murter jeszcze tego samego dnia. Wybieramy trasę przez osłonięte wzgórzami wody. Z przewodników, które posiadamy, dowiadujemy się jednak, iż most w miejscowości Tisno jest za niski, a szerokość jak i głębokość toru wodnego niewystarczająca. Ostatecznie zatrzymujemy się w cichej zatoczce Jazine niedaleko miejscowości Tisno.

Zbierające się coraz gęstsze chmury wróżyły nam noc pełną wrażeń. Paweł i Piotrek zostali na wachcie kotwicznej, obserwując bacznie zmieniające się, w zaskakująco szybkim tempie, warunki atmosferyczne.

Tisno Jazine – Murter Jezera

Rankiem nieprzespaną noc zrekompensował nam wspaniały wschód słońca. Około godziny 1130 wypłynęliśmy w morze. Tym razem warunki atmosferyczne nam sprzyjają, więc bez większego problemu opływamy wyspę Murter.

Około godziny 1500 docieramy do miasta Jezera. Mały, uroczy port zastajemy całkowicie zapełniony. Jednak ze względu na konieczność uzupełnienia zapasów stajemy na kotwicy, by część załogi mogła udać się na ląd pontonem.

Jezera to najmniejsze miasto na wyspie Murter. Nazwa pochodzi od wielkich rozlewisk, które jesienią i zimą powstają w dolinie pod wpływem opadów deszczu, sprawiając wrażenie prawdziwych jezior. „Jeziora” te znikają z pierwszymi promieniami wiosennego słońca, ale ta gra natury, to coś, dzięki czemu od dawien dawna zapamiętuje się tą okolicę.

1516

 

 

 

 

 

Skąpa ziemia uczyniła z mieszkańców tej wyspy doskonałych rybaków i marynarzy. Miasto Jezera, ciągle jeszcze wygląda jak typowe rybackie miasteczko dalmatyńskie. W ostatnich czasach stało się jednym z centrów rybołówstwa.

W przedwieczornych godzinach w porcie jest również możliwość zakupu owoców morza (ryby, kalmary, krewetki lub muszle) bezpośrednio od rybaków, którzy właśnie wrócili z połowu.

Na noc zatrzymujemy się w malowniczej zatoce na wyspie Bisaga niedaleko miasta Jezera.

Murter Jezera – Sibenik

Wyruszyliśmy wczesnym rankiem. Naszym celem jest miasto Sibenik. Mamy zatem do pokonania około 15 Mm.

Chłodny wiatr, wiejący z korzystnego kierunku, prowadzi nas skutecznie do celu. Mijamy kolejno wyspy Masliniak, Sovljak, Otocic Prisnjak oraz Logorun, za którą zmieniamy kurs na miasto Vodice.

Następnie lewą burtą mijamy w oddali miasto Srima i Jadrija, by około godziny 0900 wpłynąć do kanału, prowadzącego bezpośrednio do miasta Sibenik.

2022

 

 

 

 

 

Po sprawnym zacumowaniu w marinie Mandalinie, kontaktujemy się z lokalnym przewoźnikiem, który zabrał nas do Parku Narodowego Krk.

Główną atrakcję parku stanowi siedem malowniczych wodospadów: Bilusić buk, Prljen buk, Manojlovac, Rosnjak, Miljacka slap, Roski slap i największy, najsłynniejszy z nich – Skradinski buk o łącznej wysokości ponad 45 m. W północnej części parku wyrasta z wody wysepka Visovac z klasztorem Franciszkanów, a w południowej rozlewa się szeroko Prokljansko jezero.

Po dniu pełnym wrażeń, wracamy do portu, by delektować się ciszą zakłóconą świstem wiatru na takielunku, gdyż wiatr w porywach osiągał 6B.

2425

 

 

 

 

 

Sibenik – Vis (Komiza)

Nocą wiatr nie odpuszczał na sile. Zgodnie z prognozą pogody po południu wiatr miał słabnąć, w związku z czym, do tego czasu postanowiliśmy uzupełnić brakujące zapasy żywności oraz wody w zbiornikach naszej „Daisy”.

O godzinie 1300 jesteśmy już w drodze do oddalonego o około 50 Mm miasta Komiza na wyspie Vis.

Wiatr zgodnie z prognozą osłabł do 1B – 3B. Mamy zatem wspaniałe warunki do żeglugi: baksztagowy wiatr, niewielką falę, otwarte morze i około 9 godzin do celu.

Po kilku godzinach w oddali ukazały się nam zarysy wyspy Vis. Zmrok „włącza” błyskające w oddali latarnie, które będą nas prowadzić jeszcze przez kilka godzin.

Do zatoki miasta Komiza wpływamy około godziny 2200. Oświetlone nocą miasto cudownie rozświetla otaczające nas wzgórza oraz jachty stojące na kotwicy.

Komiza to miasto i port na zachodnim wybrzeżu wyspy Vis, leżące u stóp wzgórza o wysokości około 600m. Nazwa miasta pochodzi od łacińskiej nazwy wyspy, z połączenia słów come (lub com) i Issa. Znajduje się tu wiele najważniejszych zabytków wyspy Vis, takich jak klasztor benedyktynów z X lub XI wieku, trójnawowy kościół Matki Boskiej Pirackiej o bardzo charakterystycznym planie z XVI w., czy cytadela w porcie.

Vis (Komiza) – Bisevo – Vis (Stoncica)

Niestety nie mamy czasu na zwiedzanie tego pięknego miasta. Po bardzo przyjemnej, półtoragodzinnej, spokojnej żegludze docieramy do jaskini Modra Spilja.

W słoneczne dni, między godziną 1000, a 1300, promienie słońca dostają się do jej wnętrza dolnym, podwodnym otworem, rozświetlając jaskinię niebieskim światłem. Ma ona 18 m długości, 6 m głębokości i 6 m wysokości. Otwór dla łodzi ma 1,5 m wysokości i 2,5 m szerokości. Miejscowi rybacy znali ją od czasów starożytnych, dla turystów została odkryta w 1884.

Na szczęście w zatoczce nie jest jeszcze tłoczno, zatem szybko zrzucamy ponton i dzielimy się na dwie grupy. Przed grotą miły pan pobiera od każdego z nas opłatę 30HRK. Po około godzinnym delektowaniu się urokami jaskini, wypływamy z Biseva w kierunku wyspy Vis, płynąc wzdłuż południowego jej brzegu. Wiatr niestety osłabł osiągając w porywach 2B.

Pogoda kusi do kąpieli. W połowie wyspy odnajdujmy małą zatoczkę, opisaną w przewodniku jako romantyczna. Rzucamy zatem kotwicę i dajemy nura.

Zatoczka faktycznie jest niesamowita, wąska, otoczona wysokimi wzgórzami, mogąca pomieścić zaledwie kilka jachtów.

Krystalicznie czysta woda zachęca nas do odkrywania podwodnych uroków tego miejsca.

3133

 

 

 

 

 

W międzyczasie wachta kambuzowa przygotowuje domowy obiad. Czysta, ciepła woda, błękitne niebo, wspaniała załoga, obiady mogące konkurować z najlepszymi chorwackimi restauracjami. Krótko mówiąc… raj na ziemi.

Około godziny 1700 wypływamy. Tym razem naszym celem jest zatoka Stoncica na wschodnim brzegu wyspy Vis.

Załoga błyskawicznie rozpierzchła się po wyspie – część zwiedzała znajdującą się w pobliżu latarnię Vis, niektórzy zaszyli się w romantycznej knajpce, natomiast Paweł w blasku zachodzącego słońca, błyskającej latarni i lekko falującego morza oświadczył się Ani.

W tym dniu nastąpiło również podsumowanie pierwszego tygodnia rejsu oraz przekazanie steru nowemu kapitanowi – Piotrkowi.

3435

 

 

 

 

 

Vis (Stoncica) – Korcula

W tym dniu wstaliśmy wczesnym rankiem, gdyż około 50Mm dzieliło nas od naszego kolejnego celu – miasta Korcula, leżącego na wyspie o tej samej nazwie. O godzinie 1100 mijamy latarnie Vis. Przed nami około 8 godzin żeglugi.

Początkowo „szliśmy” na żaglach, delektując się widokami i wszechogarniającym ciepłem. Ta sielanka nie trwała jednak zbyt długo. Wiatr osiągnął oszałamiającą siłę 0B – 1B, wiejąc z kierunku, w którym chcemy płynąć. Czekała nas zatem długa halsówka.

Kapitan zdecydował się na uruchomienia żelaznego „diesel – grota”, by ruszyć z warkotem i odrobić stracony czas.

Monotonia pływania na silniku spowodowała przypływ szalonych pomysłów. Ławeczka bosmańska oraz kawałek liny okazały się gwarancją dobrej zabawy. Ochotników nie brakowało…

Na lewej burcie, w oddali, widzimy zarys wyspy Hvar, a przed nami w oddali powolutku wyłania się Korcula. Od czasu do czasu pojawiają się podmuchy silniejszego wiatru, które staramy się wykorzystać.

Tuż za wejściem do Kanału Peljeskiego zatrzymujemy się na krótką kąpiel. Niestety, tutaj aparat Damiana (Kacpra), dzięki któremu mogliśmy robić podwodne zdjęcia, kończy swój żywot.

3940

 

 

 

 

 

Po dniu pełnym wrażeń w końcu dotarliśmy do średniowiecznego miasteczka zwanego Dubrownikiem w miniaturze. Nie tracąc czasu cumujemy nasz jacht i wybieramy się na zwiedzanie tego wspaniałego miasta.

Miasto Korcula, znane ze swej unikalnej architektury, jest jednym z najpiękniejszych na chorwackim wybrzeżu. Składa się ze starego miasta leżącego na małym, owalnym półwyspie barokowego przedmieścia, położonego bezpośrednio pod starożytnymi murami oraz nowszych dzielnic rozpostartych wzdłuż wybrzeża na zachód i na wschód od starego miasta.

Urok wąskich, miejskich uliczek, tętniących życiem w sezonie zachęca do przechadzania się nimi i odkrywania coraz to nowszych zakamarków. Gdyby tylko czas mógł stanąć w miejscu…
Korcula – Solta (Necujam)

Następny dzień rozpoczęliśmy od uzupełnia zapasów żywności, tankowania wody oraz paliwa, po czym wyruszyliśmy w kierunku wyspy Solta, oddalonej o około 50Mm.

Płynąc Kanałem Peljeskim prawą burtą mijamy Kuciste oraz Viganij – raj dla miłośników windsurfingu i kitesurfingu.

Około godziny 1300 opuszczamy kanał, stawiamy żagle i około 8 godzin żeglugi dzieli nas od celu. Autopilot prowadzi nas zgodnie z wytyczonym kursem wzdłuż południowego brzegu wyspy Hvar. W międzyczasie wachta kambuzowa przygotowuje pyszny obiad. Spokój jednak został zmącony odwiedzinami przesympatycznych, ciekawskich gości…

Delfiny, początkowo przepływały około 200m od naszej „Daisy”. Jednak z czasem, podpływały coraz bliżej, a te najbardziej odważne wpływały nawet pod nasz jacht.

Mijają kolejne godziny rejsu. Około godziny 1900 zmieniamy kurs na 010 i płyniemy w kierunku wąskiego przejścia między wyspą Solta i Brać.

Około godziny 2100 osiągamy nasz cel – zatokę Necujam. Kotwicowisko o tej porze jest już pełne jachtów, jednak udaje nam się znaleźć „kawałek” wolnego miejsca, gdzie i my możemy rzucić kotwicę.

4345

 

 

 

 

 

Solta (Necujam) – Trogir

W tym dniu wstajemy wcześnie rano. Dystans, który chcemy pokonać jest tym razem niewielki – oddalone o około 12Mm miasto Trogir.

Podnosimy kotwicę i wyruszamy. Łagodny wiatr o sile około 1B – 2B powoli prowadzi nasz jacht. Słońce przypieka nas cały czas, więc przed wejściem do portu oddajemy się przyjemności nurkowania w uroczej zatoczce w okolicach miasta Okrug. W południe wpływamy do mariny ACI w Trogirze.

Wystarczy spojrzeć na plan starego Trogiru, by przekonać się o niezwykłości tego miasta, które położone jest na przybrzeżnej wysepce z plątaniną ulic i uliczek, labiryntem przejść i zaułków, konglomeratem zabytkowych świątyń i pałaców.

Trogir przywodzi na myśl baśniowe krajobrazy. Zwykle mówi się o nim miasto – muzeum, ale zdecydowanie lepiej charakteryzuje go określenie żywe muzeum. Prawdziwy Trogir odzywa się nocą, gdy milknie gwar turystów. Pogrążony w historii, dumny i pełen majestatu przemawia do każdego głosem jego własnej wyobraźni.

Miasto można zwiedzić w ciągu jednego dnia. Dobrze jednak pobyć w nim dłużej, tym bardziej, że okoliczne plaże na wyspie Ciovo należą do jednych z najsympatyczniejszych w całej Dalmacji.

W roku 1997 UNESCO zamieściło starówkę miasta Trogir na liście światowego dziedzictwa kulturalnego.

4649

 

 

 

 

 

 

Trogir – Zirije (Stupica)

Zwiedzanie Trogiru do póżnych godzin nocnych sprawiło, że w drogę wyruszyliśmy dopiero około godziny 1300. Plan na ten dzień, to oddalona o około 30 Mm wyspa Zirije i zatoka Stupica.

Prawą burtą mijamy w oddali miasta: Rogoznica i Primosten, a przed nami w oddali widać już zarysy naszej wyspy, do której powoli prowadzi nas ciepły wiatr.

Po przybyciu na miejsce rzucamy kotwicę. Zatoka jest naprawdę urokliwa. Zachęca nas do kąpieli i odkrywania życia podwodnego oraz roślinności na lądzie.

Oczywiście przyjmujemy zaproszenie – część załogi wskakuje zatem do wody, a reszta udaje się pontonem na ląd.
Zirije (Stupica) – Dugi Otok (Telascica)

Kolejny dzień naszego rejsu. Tym razem naszym celem jest Park Narodowy Kornati, a dokładnie zatoka Telascica na wyspie Dugi Otok, oddalona o około 40Mm.

Wiatr i pogada w tym dniu są wyśmienite. Nie przeszkadza nam nawet długa halsówka w wąskich, ale jakże urokliwych przesmykach Kornat.

5152

 

 

 

 

 

Archipelag Kornaty jest prawdziwym rajem dla żeglarzy, nurków i wszystkich, którzy chcą wypocząć w samotności. Urzekający klimat Kornat najlepiej oddają słowa irlandzkiego pisarza George’a Bernarda Shaw’a, który napisał: „Ostatniego dnia stworzenia Bóg chciał ukoronować swoje dzieło, więc stworzył Kornaty z łez, oddechu i gwiazd…”.

Kornaty są najbardziej zagęszczonym archipelagiem na Morzu Śródziemnym. Archipelag podzielony jest na 2 grupy: Kornaty Dolne i Kornaty Górne. Spośród 152 wysp Kornat aż 89 ze względu na wyjątkowe piękno i bogactwo flory i fauny ogłoszono w 1980 roku parkiem narodowym.

Park Narodowy Kornati to grupa wysp Morza Śródziemnego (ponad 150 wysp i skał), prawdziwy labirynt morza i kamieni, znany dzięki swojemu niezwykłemu ukształtowaniu powierzchni. Park jest miejscem penetracji dla płetwonurków.

Zjawiskiem najbardziej zapadającym w pamięć są klify znajdujące się na szeregu wysp należących do Kornatów Dolnych. Klify nazywane są koronami i stąd najprawdobodobniej pochodzi nazwa Kornaty. Najwyższe klify znajdują się na wyspie Klobucar (80 m), Mana (65 m) i Rasip Veli (64 m). Podmorskie części tych klifów sięgają aż do 100 m głębokości.

5358

 

 

 

 

 

Na wyspę Dugi Otok docieramy późnym wieczorem. Wachta kambuzowa postanowiła wypróbować nasz piekarnik, przygotowując wspaniałe, po tak wyczerpującym dniu, zapiekanki.

Kotwicowisko jest pełne. Widać tylko białe światła na masztach jachtów zakotwiczonych w zatoce. Pozostaje nam zacumować do jednego z wolnych nabrzeży dla statków turystycznych, które wczesnym rankiem zaczną dowozić turystów do tego urokliwego miejsca.
Dugi Otok (Telascica) – Uglian (Prtljug)

Wczesnym rankiem przestawiamy nasz jacht na kotwicowisko i udajemy się zwiedzić tą uroczą wyspę. Dugi Otok ma około 45 km długości i szerokości wynoszącej od 1 do 4 km. Wyspa szczyci się licznymi zatokami, z których najbardziej znane są Sakarun i Telascica. Telascica jest też parkiem przyrody, z którym związanych jest wiele miejsc wartych zobaczenia.

Pierwszym z nich jest Zalew Telascica, jeden z najbezpieczniejszych, najpiękniejszych i największych portów naturalnych na wybrzeżu adriatyckim. Składa się on z 6 wysp i skał, 25 zatok i 69 km rozwiniętej linii brzegowej.

Drugim jest Dugootoczka stromizna – „stene” podnosi się 200 m nad poziomem morza, a opada pionowo do głębokości 90 m.

Warte uwagi jest także słone jezioro Mir (Spokój), będące siedliskiem gatunku endemicznego węgorzy z nazwą „kajman”. Do samego jeziora „odprowadziły” nas osiołki, zamieszkujące park.

Na wyspie Dugi otok znajduje się również ponad 700-letni gaj oliwny Saljsko polje, zwany „lasem oliwnym”.

5760

 

 

 

 

 

Uglian (Prtljug) – Sukosan

Ugljan to wyspa oddalona o kilka mil morskich od Zadaru. Z wyspą Pasman łączy ją most. Wyspa ta znana jest jako „zielona wyspa”, ponieważ rośnie tu gęsta makia, lasy sosnowe, drzewa oliwkowe, drzewa figowe, winorośl i różne inne rośliny śródziemnomorskie.

O 2000 lat tradycji produkcji oleju z oliwek na wyspie świadczy kilkaset tysięcy drzew oliwkowych, z których owoców uzyskuje się olej najwyższej jakości i o najlepszym aromacie. Teren wewnętrznej części wyspy jest górski, ale z łagodnym spadkiem – znajdują się tam liczne ścieżki sprzyjające spacerom albo górskiej jeździe rowerowej.

o już niestety ostatni dzień naszego rejsu. Ostatni już raz podnosimy naszą kotwicę i wyruszamy w kierunku portu macierzystego naszej „Daisy”.

Przepływamy przez przesmyk między wyspą Uglian i Rivanj, a za nim obieramy kurs prosto na Sukosan. Wiatr przybrał na sile, umożliwiając nam delektowanie się żeglugą na tym wspaniałym akwenie. Lewą burta mijamy w oddali miasto Zadar. Do celu pozostało już tylko 6Mm.

Po przybyciu do portu uzupełniamy zapasy paliwa i dobijamy do kei Adriatic Charter. Korzystając z chwili wolnego czasu postanawiamy zobaczyć okolice portu Sukosan oraz zjeść porządny chorwacki obiad.

6264

 

 

 

 

 

Powrót do Polski…

Wczesnym rankiem pakujemy wszystkie bagaże do samochodów i wyruszamy w drogę powrotną do Polski.

Przedstawiciel armatora w bardzo szybki i sprawny sposób przejmuje od nas jacht, którym manewrowanie na otwartej wodzie jak i w portach było samą przyjemnością (zarówno pod żaglami jak i na silniku).

Po kilku latach planowania i obiecywania sobie rejsu na wodach chorwackich w końcu udało nam się zrealizować ten cel, czego zasługą była również ogromna pomoc Jakuba z firmy Velmundi, który począwszy od przygotowania oferty jachtu, poprzez jego liczne rady, wskazówki i uwagi wspomagał nas w organizacji naszego pierwszego chorwackiego rejsu.

Był to dla nas wspaniale spędzony czas, wspaniałe chwile, do których zapewne jeszcze nie raz będziemy sięgać pamięcią.

6566

 

 

 

 

 

Autorzy: Anna Słoczyńska, Paweł Białas
Autorzy zdjęć: Uczestnicy rejsu